• Wpisów:192
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:14
  • Licznik odwiedzin:28 692 / 2580 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Puk puk stuk stuk 3 2 7 8... próba klawiatury...
 

 
Oglądałem Armageddon.
Płakałem jak bober za Brucem.
Tak to już jest moi mili tak to już jest...
 

 
Och och och...
Wieki minęły a ja jak żyłem tak żyje. Jedynym moim problemem jest fakt że dysk mi w laptopie poszedł i gigabajty danych wszu w kosmos i po sprawie a miałem tam tyle ważnych rzeczy....

Zmieniłem pełne stresu życie na życie bez stresu.
Bo po co się martwić? Jedne studia rzuciłem drugie mnie już nie interesują po licencjacie. Fajne były podobały mi się ale jednak to było hobby i nie widzę w tym pracy. Każdy mi mówi a co dalej a co dalej a ja im mówię a co wy dalej? Dodawanie mgra i to z historii przed nazwiskiem jest no niczym nadzwyczajnym i nie powali na kolana świata ani pracodawców.

Już od dłuższego czasu pracuje i dobrze mi z tym. Telefony się urywają więc na brak pracy nie narzekam. Ludzie narzekają że pracy nie ma ale to nie tak oni po prostu jej nie chcą. Do tego remontuje sobie mieszkanie w wolnych chwilach więc mam co robić.

Weekendy w górach pozwalają mi wypocząć i mieć wszystko w dupie. Człowiek wstaje rano idzie do lasu powchodzić na pagórki itp a potem wraca rąbie sobie drewno i idzie palić w kominku. Czego więcej chcieć? Ostatnio miałem nawet okazje spotkać sarenki które wystraszyły mnie chyba bardziej niż ja je i znalazłem z 10 kg grzybów... jadalnych nawet.

Życie człowieka dorosłego mi się podoba. Płacenie rachunków ciężka praca wszystko to daje mi jakoś poczucie niezależności i wolności. A w całym tym bałaganie znajduje czas żeby wstać po 4 rano i iść pobiegać.

Jedyne co mnie przygnębia to moje rodzime miasto. Czegoś w nim brak za małe jest dla mnie dławię się jego ciasnotą i nijakością ale znajomy mówi że w listopadzie będzie praca we Wrocławiu więc wyrwanie się na parę tygodni dobrze mi zrobi.

Z radości do życia jebłem sobie selfi na wielki powrót tutaj z miną na twarzy jakby zabili mi szczura... No właśnie został mi już tylko jeden szczor menda żyje już prawie 3 lata to cholera o rok za długo jak na niego : p

"I refuse to die an unlived life! "
  • awatar brak.mi.weny: Bubel nic się nie znasz... w życiu mężczyzny liczą się tylko i wyłącznie trzy rzeczy : p 1.beard 2.beer 3.beavers Chociaż nie do końca wiem co robią na liście bobry... ale że bobry są jak ninja to są fajne i tyle xD
  • awatar bubbles: O mój Boże, maszynki do golenia są ogólno dostępne jakbyś zapomniał :D
  • awatar Zacna: ooo tak po historii najwięcej bezrobotniaków... Przypominasz mi "Ekskluzywnego menela"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tylko ja mam takie szczęście że wsiadam do pociągu który po przejechaniu 30 minut staje na dwie i pół godziny.

Ocena świąteczna dla PKP 10/10 bo jednak to jest coś siedzieć 16 godzin w pociągu no i te emocje jak przy tarciu chrzanu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Świnta świnta i po.

Jak co roku wiadomo świnta i tyle. Najadłem się lekko bo już mi brak ciast. Prezentów nie dostałem za wiele bo nie chciałem (dla mnie świnta to raczej posiedzenie z rodziną i dokuczanie komu mogę). A jak już chcieli mi coś kupić to lista tego co chcę była banalna. Ja oczywiście nic nikomu nie dałem bo pieniędzy ledwo starczyło mi na bilet do domu a i tak musiałem pożyczyć...

Sylwester był ok. Dożyłem do 24 ba pamiętam nawet że w drodzę z rynku na stacji kupiliśmy litr wódki. Po powrocie jakoś wyszło że upaliłem się jeszcze jak dziki chuj i tak to było. Życzeń oczywiście nikomu nie złożyłem bo o 20 padł mi telefon...
Impreza jak każda inna tyle że z szampanem.

Oczywiście nie mam żadnych postanowień bo po chuj mi one.

Wszystkim wam oczywiście spóźnione ale szczere jakiekolwiek życzenia dla każdego co kto lubi.

Może jakiś bonus dorzucę za jakiś czas...


Nie chcę wracać do Lublina... tak wygodnie mi w domku.
 

 
No tak...

Nic mi się nie chce... Zafascynowałem się chińską kinematografią i namiętnie oglądam od 3 dni wszystkie ich filmy (głównie historyczne i na podstawie baśni i legend). Piękne kino ale trzeba chcieć je zrozumieć no i przyzwyczaić się do oglądania latających ludzi... W wolnych chwilach będę musiał poczytać ich mitologię albo baśnie bo to niezwykła sprawa pełna ich swoistych mądrości ludowych czy to Konfucjusza Laozi czy kogo tam aktualnie poczytują. Możemy się śmiać że wszystko jest Made in China ale kiedy Konfucjusz pisał swoje mądrości przy zielonej herbatce my skakaliśmy po drzewach i chodziliśmy w liściastych przepaskach nie wspominając już nic o pisaniu...

Mam na swoim koncie jeden acziwment bo w teorii określiłem zarys tematu licencjatu i kilka książek znalazłem. So close...

Jestem studentem humanistą historykiem nie potrafiącym poprawnie pisać po polsku nie mówiąc już o totalnym braku znajomości historii...
Jestem technikiem budownictwa który ledwo by cegły na sobie poukładał...
Jestem niespełnionym artystą który nic nie potrafi...
Och so sad story... let's drink.

"Dwie drogi w żołtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że nie da się jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem zapatrzony"


Są trzy filmy na których zawsze wyje jak bóbr... jak by to dziwnie nie brzmiało. Jest to "Krwawy diament" "Ostatni samuraj" i "Łzy słońca" za to "Król lew" ni chuja mnie nie rusza.
 

 
Miałem coś kiedyś napisać ale oczywiście czasu brakło a tyle świetnych pomysłów miałem...

Tegoroczne urodziny pobiły zeszłoroczne o głowę. Wystarczyło usunąć date urodzin z fejsika i spokojnie mógłbym uszczuplić listę znajomych z tych parudziecięciu do dwóch. Jeżeli uszczuplić miałbym sobie rodzinę to zostałaby mi tylko matka z dwoma siostrami i babcia z dziadkiem. Przynajmniej ja nie miałbym potem problemów ze składaniem życzeń.

A każdy narzeka że to niby ja jestem mało rodzinny i liczę tylko na pieniądze.

I to tyle ciekawych rzeczy z mojego marnego życia. Inne to norma do której przywykłem i nie zaskoczy ona nikogo ale dodam do tego anegdotke z historyjką itp itd czy jakoś tak.

Byłem ostatnio u znajomej no i siedzimy rozmawiamy ona ja i znajomy o pierdołach. Nagle jakoś tak wyszło od niej że my to mamy ciekawe życie. Stwierdziliśmy że znajomym że chyba nie wie co mówi. Dziwi mnie to jak można uważać że moje życie jest ciekawe skoro kręci się obok uczelni i regularnego imprezowania. Trzeba było ją uświadomić że picie co tydzień po różnych barach klubach znajomych wcale nie jest wyznacznikiem ciekawego życia zwłaszcza jeżeli traci się po 100 czy tam 50zł w wieczór a potem skrobie tynk ze ścian albo zaprawę żeby było co jeść. Ja to jednak chce ciszy spokoju i czasu na rysowanie czy tam malowanie a nie weekendowe pochlej party zasypianie i budzenie się w dziwnych miejscach obok kogoś kogo nie znam i raczej już nie będę chciał poznać bo wiem wystarczająco.

W tak 'nostalgicznym' nastroju chciałem nawet zaprosić moją 'starą znajomą' na kawę ale nie napisałem... cipa ze mnie i znając życie nie zrobię tego może w grudniu styczniu albo za usrane nigdy.

Och byle skończyć te walone studia i zostać europejskim kloszardem...


Świetna reklama znaczy boska animacja prawie jak disney

W ten weekend muszę dosłownie uporządkować moje 'ciekawe' życie żeby było bardziej nudne.
 

 
Moda powiadasz...

Dowiedziałem się dzisiaj na zajęciach z Medioznawstwa o dość ciekawej sytuacji jaka miała miejsce jakiś czas temu w „Dzień dobry TVN”. Oczywiście cały internet o tym wiedział ale nie ja bo przecież nie siedzę codziennie na wp onetach itp.
Ogółem nie czepiał bym się nawet gdy by to byli jacyś zmyśleni projektanci bo to wiadomo jak to bywa może nazwisko podobne czy coś ale jeżeli ktoś pyta o Szlezwik-Holsztyn czy Jana Gutenberg no to ja pierdolę... dupa boli.
Może i nie pytali tam znanych i 'sławnych' blogerów ale coś mi podpowiada że oni odpowiadali by podobnie (czytałem później artykuł gdzie byli wymienieni jacyś topowi polscy blogerzy to prócz nazwiska Tusk inne nic mi nie mówiły... dla mnie bardziej znani są Ci których przeglądam tutaj ale co ja wiem).
Żeby nie było że czepiam się samych blogerów to jednak świadczy też coś o ludziach młodych. Przecież to mamy ludzi po liceum/technikum w trakcie studiów jak nie po...
A śmialiśmy się z gimbusów i ich idiotycznych odpowiedzi po testach. Wyjaśniło się przynajmniej z kogo oni biorą przykład.

Oczywiście wielu czepiało by się mnie i mówiło że sam bym gówno wiedział.
Tak szczerze to z żadnym historycznym nazwiskiem nie miałem problemu no bo taki już mam kierunek studiów. Wtedy można by powiedzieć że miałem szczęście no ok zgoda.
Hannawalda znam bo jednak oglądałem skoki. Ja to jednak mam dużego farta.
Hans też nie jest mi obcy w końcu jak człowiek był młody to oglądał TV.
No i chuj z takim szczęściem powinienem chyba zacząć grać w totka i przestać się martwić o przyszłość.

No ale kurwa Szlezwik-Holsztyn...


To było dla mnie tak traumatyczne przeżycie że aż wymagało notki.
 

 
Żyje sobie człowiek spokojnie na studiach a czasu nie ma się po dupie podrapać...

Jak jeszcze w tamtym roku narzekanie na dwa kierunki mógłbym uznać za mój kaprys tak teraz mam ku temu solidne podstawy.

Budzik codziennie na 5.30.
Do 6.00 uda mi się wypełznąć z łóżka i ogarniać temat.
7.00 już w drodzę bo do pokonania pięć kilometrów.
Ok 7:40 jestem szczęśliwie zasypiającym na stojąco studentem na uczelni czekającym na bezsensony wykład.
Do godziny 19 od poniedziałku do piątku (raz do 18 a dwa do 20) cieszę się ze studiowania i pochłaniania wiedzy. Każdą wolną chwilę spędzam więc w blibliotece szukając czy to czegoś na zajęcia czy to robiąc setny spis książek do licencjatu ewentualnie po prostu kładąc się między ksiażkami dla ciszy i spokoju.
Sczęśliwie docieram do domu o 20 (lub 19/21) i pierwsze co robię wstawiam wodę na kawę i herbatę. Kupuje w zatoce na szybko jakiś serial co by się nie nudzić wieczorem i koło 21 zaczynam zabawę.
23/24 ledwo widząc na oczy zasypiam wypijając do tego czasu tylko herbatę bo kawa potrzebna mi jest z rana.

Wyjątkiem od tych pięknych dni jest weekend. Budzik dalej mam na 5:30 ale pozwalam sobie pospać w sobote dłużej bo biblioteka jest od 9. Potem mam zabawy z książkami do 15 oczywiście nie wracam do domu bo komputer by mnie rozpraszał więc siadam gdzieś z boku na wydziale i czytam książki które mają gówno wspólnego z historią odstresowując się po ciężkim tygodniu. Niedziela mogłą by być najpiękniejszym dniem tygodnia gdy by nie fakt że obok mnie leżą zawsze 4 książki które trzeba przeczytać.

Pokój to jakiś istny sajgon jedno łóżko zawalone ciuchami biurko książkami i notatkami. Parapet pełen kartek a między nimi ketchup... skąd nie wiem nie używam a jednak się pojawił i obserwuje to całe moje burdelowate życie z za kubka po kawie.

W takich warunkach mam ja jeszcze napisać licencjat który ma mieć rączki nóżki i min. 40 stron... jak ja nawet nie wiem czy przeczytam książki do niego.


Nie chce mi się nawet tutaj pisać ale musze odwlec czytanie książki o bolszewikach...


"Są tylko ci, co uciekają i ci, co gonią, sa wytrwali i są znużeni.
  • awatar brak.mi.weny: Nie ma czasu na zakopywanie się w łóżku : p chociaż nie zdziwił by mnie fakt obudzenia się pewnego dnia w szpitalu z wielką pustką w głowie
  • awatar bubbles: Nie wierzę w to jak dajesz radę, ja któregoś dnia zakopałabym się w łóżku, powiedziała, że pierdolę to wszystko i idę spać, no ale to ja, inny tryb funkcjonowania no ale podziwiam ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak już jestem tutaj to zły znak...

Olałem sobie dwa tygodnie i teraz musze napierdalać po 200 stron dziennie a w głowie dalej pusto.

Jakoś się mi się przypomniało się tak
 

 
Tum tu rum tum tum tu rum... tak to melodia z Indiego jeżeli ktoś nie rozpoznał.

Nie wiem jak to jest że normalni ludzie piją kawę w dzień ewentualnie wieczorem a ja swoją zaczynam po drugiej w nocy.
Wakacje mi się powoli kończą co uważam za odrobinę smutne bo nic sensownego nie zrobiłem. Ostatnio kilka dni spędziłem u ciotki co by odreagować 3 tyg. pracy ale przecież nie ma mowy o odpoczynku w domu z dwoma dzieciakami. Jeszcze jeżeli to było by starsze to ok dał bym radę ale jeden bachor ma koło 3 a drugi 7 lat. Jeszcze ten dobijający fakt że wszystkie dzieci mnie lubią do kurwy nędzy przecież to okropne. Miłym plusem mojej wycieczki były codzienne wieczorne 'libacje' za free co oczywiście odbije się tam kiedyś na mojej wątrobie. Poznałem tam również miłość mego życia... piękna młoda zadziorna i lubi robić wszystko po swojemu. Czego więcej chcieć?



Już wiadomo czego... ta miłość od początku była bez przyszłości ale nie mogłem się jej oprzeć.
No i jest tam Stewie może nie miłość mego życia ale idol jak się patrzy.


Jak czytam o problemach ludzi na pingerze to nie wiem czy to ja jestem chory umysłowo uważając że mam prawie bezproblemowe życie czy to oni są popierdoleni twierdząc że mają problemy.
  • awatar Don't kill butterfly !: świetny blog ! <3 i świetny wpis !:) Zapraszam do mnie piszę opowiadanie w ramach projektu Butterfly poświeconego osobom chorym na autoagresję, myślę że warto wpaść :) Jeśli się spodoba bardzo proszę o dodanie do obserwacji :) ;*
  • awatar preen: ale piękna. też bym się zakochała! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam na pulpicie folder o nazwie 'Nowy folder".
Mam go od 2011 roku.
Mam w nim różne dziwne rzeczy.
Rzeczy których się boję itp ale które wolę/chcę mieć.
Przez te 2 lata otworzyłem go z 5 razy z czego z 3 przez pomyłke i od ręki go zamykałem.
Co jakiś czas coś do niego wrzucam.
Nie mam bladego pojęcia dlaczego go mam ale zawsze przy sprzątaniu pulpitu starannie go omijam.

Ot tam taka tak tejemnica Sagali...
 

 
Siedzę w tym Lublinie robie te praktyki i się nudze... na szczęście został mi ostatni tydzień a potem baja bongo i mam wyjebane. Ale ogółem dobry i solidny ze mnie praktykant i staram się robić jak najmniej żeby nic nie zrobić źle.

Stwierdziłem że w tym roku będę w ramach kupy wolnego czasu na uczelniach dawał lekcje rysunku za przysłowiową 'kawę i ciastko'. Więc żeby moja oferta wyglądała na poważną siadłem wieczorem na moment i nabazgrałem najbardziej chwytliwe gówno jaki mi wpadło do głowy... ale byłem zbyt leniwy żeby dokończyć ach ten mój profesjonalizm prysł zanim się pojawił.



Mam tak uwlony ekran w laptopie że to aż przykre a potem się dziwie czemu w filmie są jakiś dziwne plamy
  • awatar brak.mi.weny: Kiedyś to poprawie bo jest za słitaśne (od słitaśnych rzeczy musk mi się uszami wylewa) ale muszę odnaleźć trochę czasu którego nie będe marnował a mało go u mnie.
  • awatar PeggyBrown.: nieżle Ci to wyszło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ok napisze to bo trzeba odwlec nauke... (będzie kampania wrześniowa...)

Mam ostatnio strasznie okropne samopoczucie (zwłaszcza kiedy jestem trzeźwy...). Powodem wszystkiego nie jest niby najtrudniejszy egzamin ze wszystkich i brak nauki (po raz enty najtrudniejszy egzamin no proszę was ileż można...). Głównym powodem tego wszystkiego jest ona. Nie wiem czemu ale ostatnio jakoś jej osoba mnie prześladuje a to tylko dlatego że przez pomyłkę wpadłem na archiwum rozmów. Przez te 9 miesięcy kiedy nie zamieniliśmy ani słowa (nie licząc zdania na ulicy które nie było za długi i za miłe) nie za bardzo miałem z kim pogadać. Bo ogólnie to ciężko ze mną pogadać na na mój temat dlatego zazwyczaj słucham gorzkich żali innych a jako miszcz życia doradzam i rozwiązuje problemy... A że ją znam/znałem już dobre 8/9 lat jest chyba jedyną osobą z którą mam ochotę pogadać i to najlepiej o pierdołach a potem od słowa do słowa o wszystkim co mi na wątrobie leży a było by o czym gadać zwłaszcza że z nią mogłem pogadać o wszystkim. Czasem jak się przechadzam tym śmiesznym Lublinem to mam straszną ochotę ją spotkać nawet od tak żeby szła uśmiechnąć się minąć i iść dalej (oczywiście się napierdolić bo co innego mógł bym potem zrobić). No ale cóż świat tak nie działa więc żyje dalej i próbuje w jakiś tam marny sposób robić wszystko i nic. Ile to ja bym dał żeby z nią pogadać koło godziny ale nie ja się kurwa pierwszy nie odezwę nawet jeżeli miał bym zdechnąć a ona może kiedyś da o sobie znać jak nie to nie...

No i przypomniało mi się jak byliśmy w parku i na murku zobaczyliśmy napis który rozszyfrowaliśmy jako "We live, as we dream." tylko ktoś zapomniał go dokończyć i dodać "Alone." idealnie mi ostatnio pasuje. Prawie że jestem załamany...
 

 
Paradoks internetu.

Blog od lat 18 a osoba go prowadząca ma lat 16.

To tyle...
 

 
Kino

Jak świat wielki i szeroki mógł bym powiedzieć że lubię chodzić do kina. Oczywiście nigdy mnie na to nie stać więc nie robię tego za często ale wczoraj wyjątkowo wydałem 20 zł na Man od Steel. Zrobiłem to tylko dlatego że jestem ogromnym fanem komiksów fakt że nie DC ale co tam na Iron Mana 3 mnie nie było stać więc pozwoliłem sobie iść na to. No i teraz mogę spokojnie skomentować.
Zacznijmy od tego że jakoś specjalnie mnie nie porwał. Fakt dobre kino ale bez szału, praca kamery czasem tak posrana że zamiast patrzeć w ekran wolałem w sufit bo i tak nie wiedziałem co się tam dzieje. Fabularnie powiedzmy że ok w końcu to Superman. Jednak czepił bym się kilku bajerów jak np lateksowe wdzianko. Nie wiem jak to u nich działa ale kurwa gość rozjebał pięścią statek kosmiczny jakieś kurwa kosmiczne mega kobinezony i w ogóle pół świata rozjebane a chuj ani kawałek lateksu sie nie ujebał a co dopiero zniszczył i to bym jeszcze zrozumiał ale jego pedalska pelerynka tak samo ani uwalona a co dopiero lekko nadszarpana. No kurwa bez przesady. Istny idiotyzm dla mnie jednak wole starego Supergeja z gaciami na wierzchu bo mu przynajmniej lateks się brudził. Sam bohater moim zdaniem nieźle dobrany. Dobrze zbudowany wiadomo 150cm w klacie po przywdzianiu lateksu ulizany jak dupcia itp itd chociaż w chuj mu brak do mojego ulubionego komiksowego super mega bohatera Wolverina. To je ideał rozczochrany nieogolony zawsze wkurwiony i lepiej zbudowany niż kolega z Kryptonu no i jego ciuchy przynajmniej się brudzą (kiedyś sobie kupię taką kurtałkę jak on miał musze tylko podrosnąć w klacie...). Wracając jeszcze do filmu Zimmer się nie popisał a niektóre ze scen które miały być śmieszne były tak żałosne że aż się wyjść z kina chciało. Jednak bohaterom z DC daleko do bycia niepokornym jak Wolverine, zabawnym jak Iron Man czy niezniszczalnym jak Hulk.
No bez szału.

Tak z innych bajek to sam nie wiem co u mnie ale korzystam z życia. Skończyłem "W pierścieniu ognia" teraz pora na "Księcia" Machiavelliego nie uczę się do egzaminów a po oblewaniu ostatniego na drugi dzień miałem wrażenie że zderzyłem się z betonową ścianą podobnie też wyglądałem.

No nic mi się nie chce.
"Go fuck yourself."
  • awatar Alexxandraaa: Ja tam jakoś "W pierścieniu ognia" nie mogę przemęczyć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Sesja jest chyba najpiękniejszym okresem w życiu każdego studenta.
Tyle nieprzespanych nocy, ciągle jak na jakimś ostrym melanżu a rano kacu. W głowie kolorowy zawrót głowy. Prawie jak raj na ziemi. Człowiek, że tak powiem chce tylko chwytać dzień, takie "coco jambo i do przodu". Czyż to nie piękne?

Poświęciłem dzisiaj dobre... dużo czasu na piękny okres XIX wieku z powszechnej. Ile ludzie mieli wtedy pomysłów i jacy pełni byli życia (pomijam tych co zgineli pod gilotyną, od kulki ewentualnie na cholerę czy dezynterie itp.). Piękny okres zmian świadomości społecznych, rozwoju kultury, nauki i metod na uśmiercanie innych (ciekawe że śmiertelność po przeprowadzonej amputacji w szpitalu wynosiła wtedy koło 90%). Żeby nie było czas urozmaicały mi różne ciekawe rzeczy jak np. skośnookie przysłowia ludowe...
"Cnotą kobiety jest nie być zbyt inteligentną"
"Jeden garbaty syn wart więcej niż 18 pieknych córek"
Nie można im zarzucić braku pomysłowości. Wiecie, że to własnie międzynarodowa umowa gdzieś chyba z połowy lat '80 wprowadziła na towarach oznakowania kraju pochodzenia? To już wiecie. Kolejny news z kategorii wiedzy zupełnie nieprzydatnej.

Ale trzymam się dobrze w końcu przerobiłem dopiero aspekty cywilizacyjne i nie umieram przez te wszystkie fale beta alfa theta które ryją mi kaniony w półkulach mózgowych...
 

 
Cóż...

Coś mi mówi że te sesje będą przesrane (obliczyłem że mam egzamin w następny poniedziałek wtorek środę i czwartek).
Dziękuje i dowidzenia.

Jako że wpadło mi dzisiaj w łapy trochę gotówki a mam ostre postanowienie pić alkohol dopiero po ostatnim egzaminie mogłem pozwolić sobie na zjedzenie czegoś 'szalonego' czytaj kebapa w końcu od tygodnia jadłem tylko owsianke i ryż z kefirem... Najedzony postanowiłem kupić sobie magnez ze względu na natężenie kawy jakie zamierzam spożywać od jutra w celach edukacyjnych (chociaż dzisiaj już przesadziłem bo się zagapiłem i zamiast 2 miarek wsypała mi się 1/3 kubka a potem zdziwienie że mnie coś boli w klatce piersiowej) i poszedłem po zakupy żeby mieć coś normalnego do jedzenia. Skończyłem na zakupie mleka jogurtu i energy drinka.
Żeby nie było że zamiast piwa kupiłem sobie kebap (bo to od dawna miałem w planie) odwiedziłem sklep z tanimi książkami i w ręcę wpadł mi "Bruegel" za 5zł. Byli oczywiście i inni jak "Cezanne" czy "Degas" a że posiadałem przy sobia za mało gotówki odpuściłem ale jeszcze tam wrócę i to w tym tygodniu. Od czegoś trzeba zacząć tworzyć swoją mini biblioteczkę o sztuce a aktualnie nie stać mnie na nowe albumy za 80/100 zł. A jak już mowa o książkach to żeby odłożyć wszystko co związane z uczelnią zacząłem czytać "W pierścieniu ognia" i nie jest to nawet złe.

Ostatnio miałem przyjemność tworzyć dość dużą ilość albumów/prezentacji na temat różnych zabytków regionów turystycznych itp i dotarło do mnie że "my polaczki to w większości wieśniaczki" (nie mam na myśli wszystkich ale dużą większość tak). Chodzi mi konkretnie o "nasze" podejście do zabytków. Jako że jestem "[z]dolnym ślązakiem" ten region dokładniej wpadł mi w oko. Tzw. region "tysiąca zamków" (znaczy kiedyś było ponad 1000 po wojnie zostało coś koło 800 a teraz szkoda gadać) jest najlepszym tego przykładem. A konkretnymi mogą być np. pałac w Gorzanowie Ratnie Dolnym Piszkowicach Bożkowie (te leżą blisko mojej małej miejscowości więc najbardziej wpadły mi w oko). Piękne często unikatowe zabytki aktualnie są lub popadają w ruinę przez głupotę mieszkańców właścicieli i urzędników. Czasem chciał bym wygrać w totka te 10 milionów i zainwestować je w jeden z wymienionych zameczków które po kapitalnym remoncie były by solidną inwestycją dla mnie moich bachorów itd. Największe szczęście jak do tej pory uśmiechnęło się do Gorzanowa w którym od jakiegoś czasu trwają prace remontowe. O dziwo są one prowadzonę przez fundację która została założona przez osoby prywatne i działająca głównie za pieniądze od ludzi z "dobrym serduszkiem" no i niech będzie że za hajs rządu (udało im się wyciągnąć najwyższe jak do tej pory dofinansowanie). Cały czas potrzebują ludzi chętnych do pracy i pomocy więc postanowiłem że jeżeli wszystko mi się ułoży może skoczę jako wolontariusz w sierpniu albo we wrześniu. W teorii mieszkam dość blisko wykształcenie budowlane już mam jakieś tam historyczne też to może się tam przydam co mi szkodzi. Jak tak patrzę to moje zagwizdane Kłodzko miało p****e szczęście. Zabytki w większości solidnie się zachowały od kilku lat miasto porządnie się zadłużyło ale zadbało o twierdzę most starówkę czy trasę podziemną i jakoś to wygląda a można nawet zaryzykować i powiedzieć że dobrze. Nie wiem czy to obudził się we mnie jakiś romantyczny duch lub znudziło mi się już moczenie mordy w kuflach piwa a może w końcu powoli kreuje się ze mnie "mały podróżnik histeryk" doceniający to co go otacza (czyli chce moczyć mordę w kuflach piwa tyle że w ładnych miejscach). Jak by nie patrzeć coś w tym jest i mnie osobiście się to podoba mam tylko nadzieję że nie przejdzie mi to za dwa dni (może kogoś nawet tym zarażę).

Podsumowując: tak się podniecamy tym wszystkim co mają na zachodzie a nie chce się nam sprawdzić i zadbać o własny ogródek.

Więc polecam http://www.zabytkidolnegoslaska.com.pl/


A teraz spać cholera.
 

 
Ha.

Cóż z psychologi na którą nie chodziłem dostałem z kolokwium 4 ale podła sucz obniżyła mi do 3 za notoryczne olewanie jej wykładów. Ja pytam gdzie tu sprawiedliwość i katolickie miłosierdzie no to przecież KUL do cholery...
Okazało się też że nie będę musiał sobie cytować Muska. Dowiedziałem się iż zostałem zwolniony z posranego egzaminu z numizmatyki. Więc zostało mi ich już tylko 5...
Byle zdobyć resztę zaliczeń. Kiedyś.

Pomimo tych wszystkich pozytywów nawet dodatniego bilansu konta coś mi nie gra. Nie wiem czy to zmiany pogodowe czy to ten czerwiec i wszystko co z nim związane tak na mnie działa ale dzisiaj nie pomogło mi nic. Muzyka słodycze internety no nic nawet piosenka z Toy Story.
Czyżby dwudniowy odwyk dawał o sobie znać?


"To jest powrót do przeszłości..."
 

 
Trolo lolo lo

Wszystkie seriale oglądam na bierząco i mam cholerny zastój jedyne co mi z filmów pozostało to aktualnie wszystko z Clintem Eastwoodem... Ale ze współlokatorem mamy równierz nowe hobby czyli kreskówki. Oglądania na najbliższe pół roku spokojnie więc f**k you sesjo. Na pierwszym miejscu w naszym rankingu oglądalności aktualnie znajduje się Pinki i Mózg potem u mnie Rycerze zodiaku a od dziś Dragon Ball GT... coś czuje że przed pierwszym egzaminem za tydzień zacytuje sobie Mózga:
"Kuba czy ty czasem nie zgóbiłeś gdzieś mózgu?"
ewentualnie
"Mroków Twojej głupoty Kuba, nie rozświetli nawet reflektor."
Przynajmniej jakoś zaliczenia mi idą. Uwinąłem się z dwoma książkami w czwartek (a dzisiaj nie pamiętam z nich ani kawałka co jest przykre bo nawet ciekawe były). Na jutro tylko koło 200 stron więc może coś z tego będzie.
Przypomniało mi się jak we wtorek poszedłem na wykład bo było przy okazji zaliczenie z ćwiczeń i babka mówiła że kto ma cztery nieobecności na wykładzie nie dostanie z niego zaliczenia. Więc zacząłem liczyć ze znajomym ile mamy no i wyszły nam dwie ale obecności...

Więc jako że na codzień nie wierzę w Boga tak od jutro wierzę że:
"W okopach nie ma ateistów."



PS. Zapomniałem się wyżalić. Sprzedałem książkę... Poszedłem wczoraj na pocztę co by wysłać paczkę i kiedy wciskałem ją do koperty zrobiło mi się przykro. Fakt że leżała nieużywana i się kurzyła ale co tam to była jedna z moich ulubionych no i najdroższych książek na jakie kiedykolwiek sobie pozwoliłem. Nie pociesza mnie dzisiaj nawet fakt zarobienia 60zł pomimo tego że na koncie mam 4zł. Smutno mi jest...
 

 
Trala lala

Sesja is coming so postanowiłem wrócić tu żeby się nie uczyć... chociaż by w tym momencie mam na jutro na kolokwium zaliczeniowe z dobre 300 stron ale co tam.

Połowę maja spędziłem na wyjazdach i objazdach czy to na Węgry czy to po Polsce i Czechach. Jeszcze z Węgier o ile o tyle coś pamiętam czyli głównie ogromne ilości dobrego wina hordy cyganów i wszystkie kościoły pozamykane chyba ze płaciłeś za wejście (wyprawa kosztowała mnie 250zł z noclegami paliwem itp) to z Polski i Czech mało kojarzę prócz taniego alkoholu i czeskiego rumu (tu 200zł sam alkohol...).
Największym plusem polskiego objazdu była ilość znajomych i obecność doktorków. Nigdy w życiu bym nie pomyślał o tym że na pierwszym noclegu wypijemy z wykładowcami taka ilość alkoholu i jeszcze trzeba będzie ich od nas 'wyciągać'. Już pomijam fakt że jak wyjazd był o 7 to o 9 połowa z nas była już ostro ciepła i spała o 10... alkoholicy. Na szczęście nie mam już z nimi żadnych zajęć więc sumienie jest spokojne. Jeden z doktorków stał się naszym 'pupilem' bo przesiadywał z nami do 3 w nocy grał na gitarze, śpiewał, pił a na drugi dzień miał wyrzuty sumienia... Widać wykładowca też człowiek i jak tylko skończymy studia zapraszamy go na piwo. Ogółem grono wykładowców uznało że byliśmy jednym z najlepszych roków z jakimi mieli okazję wyjechać. Teraz obrzucam was serią brzydkich zdjęć które robił ktoś kto akurat w ręku miał aparat a były to przeróżne osoby w tym ja.

Największą satysfakcję sprawił mi fakt że podchodząc do jakiejś budowli czy będąc w środku miałem świadomość na co patrzę. Wiedziałem jaki to styl jak się co nazywa i co przedstawia. A najfajniejsze że wśród wielu ludzi którzy tak samo jak ja mieli ten sam kurs architektury ja jedyny miałem taką świadomość : p


Węgry

































Polska i pepiki








































Jako bonus będę na końcu ja... jest to jedyna moja fotka z wyjazdów która mi się podoba bo wyglądam na niej jak szczęśliwy skacowany arabski homoseksualista który napalił się na bombową imprezę... dobrze że znajomy wpierw wysłał to mnie a potem zapytał co z tym zrobić dalej.


Teraz możecie mi zazdrościć z***biście spędzonego czasu a ja będę wam zazdrościł przez najbliższe 2 tygodnie że macie co jeść...

Ale nawet jeżeli miał bym głodować i z miesiąc to i tak bym z przyjemnością to powtórzył.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Można by powiedzieć że życie mi się podoba...
W dwa wieczory zdążyłem robić wszystko czego nie musiałem a nic z tego co miałem zrobić.

Jeździłem aluminiowym śmietnikiem, woziłem nim ludzi, byłem na koncercie, grałem w różne chore gry, spuściłem i dostałem wpierdol zbankrutowałem i sięgnąłem dnia ale tak mi się to podoba że to aż przerażające... a przecież plenerowe zabawy dopiero się zaczną.

A zaliczenia czekają.


"Moim zdaniem być prawdziwą kanalią to nie tylko praca, ale wręcz powołanie."
 

 
No no no...
Czas sobie leci.
Omijam sprytnie wszystkie możliwe zajęcia żeby jeszcze trochę odpocząć. Pięknie lawiruje między kłamstwami wciskającymi wykładowcom i w sekretariacie byle wszystko było po mojemu. Z przykrością stwierdzam że musiałem w ten sposób uciec z francuskiego bo nie pasował mi do planu ale pięknie wciskałem kit i udawałem pokrzywdzonego przez uczelnie studenta... oczywiście książki nie odkładam na bok bo język jest spoko.
Trochę się zmienia już nie robię codziennych wypadów do barów chociaż zdarza mi się iść na piwo. Pomijając to wszystko piję mniej czyli +... Dalej jadąc powiedzmy lepiej się odżywiam że tak powiem sensowniej. Wiadomo jakiś ryżyk, kasza, warzywka, nabiał itp. Trochę bawię się z patelnią robiąc sobie np kebab, mięso wszelakie, sałatki, sosy i na co mnie stać znowu +. Ba zacząłem nawet ćwiczyć jakiś czas temu co idealnie wypełnia mi czas po północy i pozwala się wyspać. Jednak wyjebanie się z sił co jakiś czas a potem umieranie przez kilka dni ma same plusy +. Udało mi się nawet przeczytać już dwie książki... no nie wiem same +. Oczywiście dalej jestem pierdolonym leniem co rozwala te moje plus w drobny mak.

Majówka zaplanowana. W tym roku 'epicka' bo Esztergom, Budapeszt, Kaszthely, Zagrzeb, Zadar, Rijeka, Pula, Koper, Triest, Ljubljana oczywiście w tle Balaton i morze. Plan ambitny ale do zrealizowania zwłaszcza że nie mam ochoty ze znajomym zostać w Polsce. Życie jest zbyt krótkie co by je marnować na siedzenie w domu. W końcu jako przyszły międzynarodowy kloszard muszę wiedzieć gdzie bywać i z kim się zadawać.
Szedłem sobie dzisiaj spokojnie po dość długiej wyprawie na uczelnie i spotkałem miłość swojego życia która po pół roku poczuła nieodpartą chęć zadania mi bezsensownego pytania.

"świat to kiepski adres zamieszkania."-Tenteges

Myślałem o jakiejś sensownej piosence ale no nic mi nie przychodzi do głowy więc dam byle co.
 

 
No właśnie...
Koniec. Koniec w wielkim epickim stylu. Tak wielkim że ostatnich dwóch dni nie pamiętam od południa. Jedyne co wiem to to że mój portfel cierpi i to nie moja wina.
No ale pomijając te wszelakiego typu smuty kace i suchary w ryju które mam udało się.
Wszak w epickim stylu zaliczyłem wszystkie 10 egzaminów. UMCS z dość dużym rozrzutem od 3 do 5 a KUL od 4 do 5. Nowa zależność którą odkryłem między mną a egzaminami mnie zachwyca. Na każdy egzamin na który się uczyłem dłużej niż 2 dni poszedł mi się średnio ale np. Logika czy Antropologia kulturowa na które uczyłem się dosłownie koło 2h zaliczyłem na 4+. Tak więc teraz magnateria się bawi na koszta nie patrzy chociaż wieje mi zerem z portfela.
Ale mi można w końcu rozjebałem dwie sesje... Ktoś musiał zostać bohaterem.


Chociaż kapcia mam w mordzie niemiłosiernego.
Od jakiegoś czasu mam nowy ulubiony bar. Zostawiam tam lwie ilości pieniędzy czasu ale fajne barmanki i muzyke ma.
  • awatar ann<3: mega gratuluje dwóch sesji, i podziwiam że dajesz radę :) ja cały czas się waham z drugim kierunkiem :P a co do tych lotów, na jakiej stronie znalazłeś? :))
  • awatar brak.mi.weny: no tak wiem zajebisty jestem jednak ciężar zajebistości często ponosi za sobą ciężar zajebistości co zsumowane daje tak wielki ciężar że na dłuższy dystans odpadam...
  • awatar PeggyBrown.: o, kto tu zawitał !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›